Oficjalna strona sekcji rugby KS Posnania Poznań
slide01 slide01 slide01 slide01
NABÓR DO
SEKCJI RUGBY
NABÓR
AKTUALNOŚCI !

POSNANIA_RUGBY 7

BLACK ROSES

SARMACI RUGBY

JESTEŚMY TUTAJ

ODWIEDZILI NAS
free counters
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
POSNANIA RUGBY CLUB

KS POSNANIA POZNAŃ

SPONSORZY

WSPÓŁPRACA

PATRONAT MEDIALNY

WSPÓLNIE PRZECIW BIAŁACZCE

Nasza strona
Działamy:
WYNIKI SOBOTNICH GIER

Podopieczni Andrzeja Kozaka odprawili Juvenię Kraków 32:12 (18:7), a rugbiści Mirosława Żórawskiego rozbili AZS AWF Warszawa 57:0 (26:0).

Jako pierwsi na boisko wybiegli zawodnicy w Lublinie. Pierwsze 25. minut spotkania należało zdecydowanie do gospodarzy, którzy wykorzystali rzut karny i zdobyli dwa przyłożenia. Jak się potem okazało prowadzenie 18:0 "ustawiło" całe spotkanie.

Juvenia, która na początku wydawała się grać zupełnie bez wiary w zwycięstwo obudziła się w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. Krakowianie przeważali i długo utrzymywali się w posiadaniu piłki. Pozwoliło im to zdobyć jedno przyłożenie i dać nadzieję na podjęcie walki w drugiej odsłonie.

Po przerwie już w pierwszych minutach kolejne przyłożenie zdobyli jednak gospodarze, odskakując na 25:12. Smoki znów wzięły się do mozolnej pracy i miały zdecydowaną przewagę jesli chodzi o posiadanie piłki. Krakowianie nie potrafili jednak wykorzystać tego atutu, zdobywając ponownie tylko jedno przyłożenie.

Podopieczni Andrzeja Kozaka odpowiedzieli jeszcze jednym przyłożeniem, ustalając wynik spotkania na 32:12 i zapisując na swoim koncie punkt bonusowy.

Mecz ten miał jeden podtekst. Trener Budowlanych Andrzej Kozak, jeszcze dwa lata temu pracował w Krakowie i doprowadził Juvenię do brązowego medalu mistrzostw Polski. - Przewaga była po mojej stronie, bo znam Juvenię i miałem ją rozpracowaną. Jak zobaczyłem skład, wiedziałem co musimy zagrać pod konkretnych zawodników, a moi gracze realizowali moje założenia, dzięki czemu wygraliśmy - mówił po meczu Andrzej Kozak.


W drugim meczu Budowlani rozbili w Warszawie AZS AWF 57:0, awansując na pierwsze miejsce, a beniaminka odsyłają na ostatnią pozycję w tabeli. Pierwsze przyłożenie dla gości padło już w pierwszej minucie i to było powodem... słabszej gry Budowlanych. - Moi zawodnicy chyba rozprężyli się tak łatwo i szybko zdobytym przyłożeniem, przez co nie skończyliśmy wielu bardzo ładnych ataków w późniejszych akcjach. Przy tej różnicy poziomów, jaki był w Warszawie wynik powinien być dużo wyższy - powiedział po spotkaniu Mirosław Żórawski.

Szkoleniowiec Budowlanych nie krył, że po sobotnim starciu w stolicy odczuwa lekki niedosyt, głównie ze względu na jednostronny przebieg meczu, ale również z powodu nieskuteczności swych zawodników. Mirosław Żórawski wielokrotnie już podkreślał, że cieszy go, kiedy zwycięstwa jego drużyny przychodzą po walce, dlatego po pojedynku z AZS powiedział krótko: - Nie lubię takich meczów.

Budowlani Lublin - Juvenia Kraków 32:12 (18:7)


Budowlani: Wojciech Piotrowicz 17, Piotr Psuj 10, Jakub Stelmach 5

Juvenia: Marek Odoliński 5, Radosław Gajda 5, Paweł Wojciechowski 2


Budowlani Łódź - AZS AWF Warszawa 57:0 (26:0)


Budowlani: Teimuraz Sochadze 12, Merab Gabunia 10, Davit Guguszwili 5, Michał Mirosz 5, Grzegorz Dułka 5, Sebastian Łuczak 5, Tomasz Kozakiewicz 5, Kamil Pepliński 5, Mindia Abaszidze 5



Mecz w Gdańsku miał ogromną dramaturgię. Tego też spodziewali się kibice zgromadzeni na stadionie przy Traugutta, po dwóch drużynach, które już od kilku lat grają w czołówce Ekstraligi.

Wyraźną przewagę terytorialną w całym spotkaniu mieli goście i to właśnie oni otworzyli wynik. Po ładnych wejściach Kazimierza Raszpundy i Pawła Nowaka, piłka znalazła się zaledwie dziesięć metrów od pola punktowego Lechii. Na skrzydle otrzymał ją łącznik ataku mistrzów Polski, Beka Ciklauri, który przedarł się na pole punktowe i sam podwyższył swoje przyłożenie.

Już kilka minut później gdańszczanie wyrównali po przyłożeniu Aleksandra Sziszkana, a praktycznie w kolejnej akcji, na pole punktowe przedarł się Piotr Jurkowski. Po tym doskonałym fragmencie gry i dwóch podwyższeniach Rafała Janeczko, Lechia objęła prowadzenie 14:7 i przy takim wyniku obie drużyny zeszły na przerwę.

Drugą połowę rozpoczął celny kop Ciklauriego po karnym, który zmniejszył przewagę Lechii do zaledwie czterech punktów. Od tego momentu do samego końca regulaminowego czasu gry na boisku nic się nie zmieniło. Raz po raz drużyny wdzierały się na swoją połowę, ale nie potrafiły wykończyć nieraz efektownych ataków. Janeczko miał szansę dorzucić trzy punkty do dorobku Lechii, ale spudłował rzut karny z dużej odległości.

Ze względu na liczne przerwy spowodowane urazami i obecnością lekarza na boisku, sędzia zdecydował się przedłużyć mecz o ponad 10 minut. W 82. minucie po podaniu od Roberta Andrzejczuka na pole punktowe wpadł Marek Skindel i zdobył przyłożenie, które jak się potem okazało dało Arce niezwykle cenne zwycięstwo z bezpośrednim rywalem w boju o mistrzostwo Polski.

Podwyższenie Ciklauriego dało Buldogom trzy punkty przewagi, ale Lechia się nie poddawała. Ostatnie dziesięć minut spędziła pod polem punktowym rywali, otrzymując kilka kolejnych rzutów karnych. Gdyby zdecydowali się na kop, wywalczyliby remis, ich interesowało jednak tylko zwycięstwo, którego ostatecznie nie udało się osiągnąć i to Arka zwyciężyła w tym niezwykle twardym meczu.

Lechia Gdańsk - Arka Gdynia 14:17 (14:7)


Lechia: Aleksander Sziszkan 5, Piotr Jurkowski 5, Rafał Janeczko 4.
Arka: Beka Ciklauri 12, Marek Skindel 5

źódło: Rugby Polska
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?