Oficjalna strona sekcji rugby KS Posnania Poznań
slide01 slide01 slide01 slide01
NABÓR DO
SEKCJI RUGBY
NABÓR
AKTUALNOŚCI !

POSNANIA_RUGBY 7

BLACK ROSES

SARMACI RUGBY

JESTEŚMY TUTAJ

ODWIEDZILI NAS
free counters
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
POSNANIA RUGBY CLUB

KS POSNANIA POZNAŃ

SPONSORZY

WSPÓŁPRACA

PATRONAT MEDIALNY

WSPÓLNIE PRZECIW BIAŁACZCE

Nasza strona
Działamy:
SKAZANY NA RUGBY. Wywiad z Jurijem Buchało, "Słowo Sportowe" z dn. 29 października 2007
Od kilku lat jest uważany za najlepszego łącznika ataku naszej ligi. Bez niego trudno wyobrazić sobie drużynę rugbistów Posnanii. Z Muszkieterami z Winograd wywalczył dwa brązowe medale mistrzostw Polski. W tym roku zadebiutował również w biało-czerwonych barwach. – Czuję się w Polsce znakomicie. To mój drugi dom – mówi 27-letni Jurij Buchało.

Kibice rugby przez ostatni miesiąc pasjonowali się rozgrywkami o Puchar Świata. Jak ocenia Pan rozstrzygnięcia we francuskiej imprezie?
JURIJ BUCHAŁO: – Triumf RPA był jak najbardziej zasłużony. Drużyna z Afryki grała bardzo nowocześnie. Z kolei sprawcami największej niespodzianki zostali Anglicy. Przed turniejem nikt na nich nie stawiał, a potrafili dojść aż do finału. Decydujący pojedynek na Stade de France nie był porywającym widowiskiem. Z resztą całe mistrzostwa zdominowała taktyka. Zabrakło radosnej gry, która podoba się kibicom. Duża stawka najwyraźniej zrobiła swoje.
Najbardziej rozczarowani są tradycyjnie fani Nowej Zelandii. Przed każdą wielką imprezą ich ulubieńcy są typowani do zdobycia Pucharu Świata, jednak w najważniejszych momentach zdarza im się słabszy dzień i odpadają z dalszej rywalizacji. Trochę więcej spodziewałem się też po Francuzach. Gospodarze przegrali walkę o finał, ale w pojedynku o trzecie miejsce powinni poradzić sobie z Argentyną.
Na grę którego z zawodników zwracał Pan szczególną uwagę?
– Nie sposób nie podziwiać Jonny’ego Wilkinsona, który jest prawdziwą ikoną rugby. W Anglii kibice szaleją na jego punkcie. To on zapewnił Wyspiarzom triumf cztery lata temu i ten sam scenariusz miał powtórzyć się we Francji. Przed decydującym spotkaniem zawodnika strzegła nawet prezydencka ochrona Nicolasa Sarkozy’ego. Anglicy nie obronili jednak tytułu, za co trudno w jakikolwiek sposób obwiniać Wilkinsona. Wszyscy wiedzą, że jego zabójczą bronią są dokładne kopy i trenerzy RPA tak ustalili taktykę, by wyeliminować najsilniejsze ogniwo rywali. Lubię podpatrywać również grę Daniela Cartera z Nowej Zelandii. To mój ulubiony zawodnik.
Kiedy reprezentacja Polski weźmie udział w najważniejszych rozgrywkach rugby na świecie?
– Dzięki Polsatowi mogliśmy oglądać imprezę we Francji i przekonaliśmy się, jak dużo brakuje nam do czołowych ekip globu. Jednak ostatnio w naszej kadrze sporo zmienia się na plus i będziemy zmniejszać ten dystans. Nowy selekcjoner Tomasz Putra pracuje we Francji od 1988 roku i te wzorce przenosi na polski grunt. Trener ma duże doświadczenie, a także podchodzi do zawodu bardzo profesjonalnie. Mimo że dużo czasu spędza za granicą, zawsze stara się obejrzeć spotkania naszej ligi. Na zgrupowaniach mamy zapewnione znakomite warunki, do badań wykorzystywane są komputery, naprawdę nie stoimy w miejscu. Co za tym idzie, wyniki powinny być coraz lepsze. Skoro w Pucharze Świata wystąpiła Gruzja czy Portugalia, czyli zespoły w naszym zasięgu, to dlaczego w przyszłości na tej imprezie nie miałaby zagrać Polska. Nie mówię, że już za cztery lata, ale może za osiem...
Rugby w Polsce nadal nie jest zbyt popularne. To cały czas egzotyczny sport. Dużo kibiców chodzi na mecze wyłącznie z ciekawości. Na Wyspach Brytyjskich czy we Francji rugby jest na ustach ogromnej rzeszy kibiców, a ligi są w pełni zawodowe. Co jest kluczem do rozwoju dyscypliny? Potrzebny jest jakiś sukces. Proszę zobaczyć, jaki boom na piłkę ręczną zaczął się po udanych mistrzostwach świata, z których podopieczni Bogdana Wenty przywieźli srebrne medale. To samo miało miejsce po wspaniałych występach siatkarek i siatkarzy. Musi być jednak spełniony jeden warunek: kadra ma się ogrywać z silnymi rywalami. Tylko w ten sposób uda nam się awansować w światowej hierarchii.
Pan urodził się na Ukrainie, jednak gra dla reprezentacji Polski.
– Co prawda nie mam jeszcze polskiego obywatelstwa, ale mogę przywdziewać biało-czerwone barwy. Spełniam określone warunki. Od pięciu lat gram w polskiej lidze, a od trzech lat nie wystąpiłem w reprezentacji Ukrainy. Polski Związek Rugby obiecał, że pomoże mi zdobyć brakujące dokumenty i otrzymanie obywatelstwa to tylko kwesta czasu.
Jak znalazł się Pan w Polsce?
– Swoją przygodę z międzynarodowym rugby zacząłem od ligi rosyjskiej. W 1999 roku, po udanych mistrzostwach świata juniorów, gdzie grałem dla reprezentacji Ukrainy, trafiłem do jednego z czołowych rosyjskich klubów. Po dwóch latach chciałem jednak zmienić otoczenie. Na wakacjach w Charkowie spotkałem kolegę, który występował w AZS AWFiS Gdańsk i to on namówił mnie, bym spróbował swoich sił w Polsce. Miałem trafić do Poznania. Zespół z Winograd potrzebował zawodnika na pozycję "dziesiątki". Już wybierałem się do Wielkopolski, kiedy doszliśmy do wniosku, że po co mamy wzmacniać konkurencję, skoro mogę grać na Wybrzeżu. I tak w 2001 roku zostałem zawodnikiem AZS AWFiS Gdańsk.
Początek w nowym kraju nie był udany. Już na jednej z pierwszych gier kontrolnych doznałem poważnej kontuzji kostki. Na szczęście klub nie zostawił mnie w potrzebie. Szybko wróciłem do zdrowia i przez dwa sezony grałem dla gdańszczan. Niestety, w 2003 r. nadeszły chude lata dla akademickiego klubu. Kłopoty finansowe spowodowały, że zespół trzeba było rozwiązać i przeniosłem się do Poznania.
Przeprowadzka do innego kraju sprawiła Panu dużo kłopotów?
– Największe problemy miałem z językiem. Jednak z czasem nauczyłem się posługiwać polszczyzną bez zarzutu. Różnice kulturowe między Ukrainą a Polską nie są zbyt duże, więc szybko przyzwyczaiłem się do życia w nowych realiach. Z czasem sprowadziłem do Polski swoją rodzinę, żonę i córeczkę.
Od czterech lat jest Pan czołowym zawodnikiem Posnanii. W tym czasie zdobyliście dwa brązowe medale. Przed sezonem zapowiadaliście, że w tym roku powalczycie o złoto, tymczasem spisujecie się przeciętnie. Dlaczego?
– Wiosną sporo zawodników leczyło kontuzje i nie dysponowaliśmy najsilniejszą drużyną. Teraz skład jest optymalny, więc mieliśmy podstawy, by celować w mistrzostwo. Passa porażek zaczęła się od meczu z Lechią Gdańsk. Zagraliśmy dobre spotkanie i nie powinniśmy wysoko przegrać. Potem kontuzji doznał jeden z liderów Krzysztof Witczak. To negatywnie wpłynęło na zespół, szwankowała również psychika. Szukaliśmy przyczyn porażki z Lechią i przegrywaliśmy kolejne pojedynki. Na szczęście najgorszy okres mamy za sobą i powoli wracamy do równowagi.
Da się jeszcze odrobić straty do czołówki?
– Oczywiście. Zajęcie nawet czwartego miejsca gwarantuje walkę o złoty medal w play-off. Wiosną Lechię i Arkę podejmiemy u siebie, a to już tradycja, że Posnania zawsze lepiej spisuje się w drugiej części rozgrywek. Proszę więc kibiców, by nie spisywali nas jeszcze na straty. Znamy smak brązowych medali, ale jesteśmy głodni kolejnych sukcesów.
Ma Pan oferty z innych klubów?
– Ciągle są jakieś propozycje, jednak zdecydowałem, że w najbliższym czasie na pewno nie opuszczę Posnanii. Tutaj czuję się doskonale. W zespole jest świetna atmosfera, a to w rugby bardzo ważne. Staramy się też utrzymywać kontakty poza boiskiem. Chociażby ostatnio razem z kolegami z drużyny oglądaliśmy mecze Pucharu Świata w pubie na Starym Rynku. Wspaniale wspominam również zakończenie poprzedniego sezonu. Wędrowaliśmy po Starówce i śpiewaliśmy klubowe piosenki. Stanowiliśmy sporą atrakcję dla przechodniów. Dwudziestu pięciu nie najmniejszych mężczyzn maszerowało, wspólnie się bawiąc. Takie chwile sprawiają, że nie potrzebuję szukać nowych wrażeń gdzie indziej.
Prowadzi Pan również zajęcia z grupami młodzieżowymi Posnanii. Marzy się Panu w przyszłości kariera trenerska?
– Jestem skazany na trenerkę, tak jak na rugby (śmiech). Pochodzę ze sportowej rodziny. Mój ociec, który zaszczepił mi miłość do tej dyscypliny, sam był zawodnikiem, a potem został szkoleniowcem. Z kolei żeńska część mojej rodziny jest związana z hokejem na trawie. Moja mama była trenerką, a te tradycje kontynuuje siostra. Nie mam więc wyboru. Praca z młodzieżą sprawia mi ogromną radość. Może w przyszłości uda się poprowadzić seniorskie zespoły.
Jakie ma Pan marzenia?
– Chcę grać jak najwięcej i cały czas się rozwijać. No i żeby zdrowie dopisywało.
Rozmawiał ŁUKASZ BOŻYCZKO
SŁOWO SPORTOWE

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?