Oficjalna strona sekcji rugby KS Posnania Poznań
slide01 slide01 slide01 slide01
NABÓR DO
SEKCJI RUGBY
NABÓR
AKTUALNOŚCI !

POSNANIA_RUGBY 7

BLACK ROSES

SARMACI RUGBY

JESTEŚMY TUTAJ

ODWIEDZILI NAS
free counters
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
POSNANIA RUGBY CLUB

KS POSNANIA POZNAŃ

SPONSORZY

WSPÓŁPRACA

PATRONAT MEDIALNY

WSPÓLNIE PRZECIW BIAŁACZCE

Nasza strona
Działamy:
BUDOWLANI MISTRZAMI POLSKI !!

Budowlani podchodzili do finału z wielkimi obawami. Z powodu kontuzji oraz braku przewidywanych wzmocnień musieli bowiem rozpocząć go w mocno osłabionym składzie. Z kolei Lechia wzmocniona kilkoma graczami z ligi francuskiej wydawała się zespołem bez słabych punktów.

Pierwsze minuty wydawały się potwierdzać, że minimalnego faworyta trzeba upatrywać w gościach. Gdańszczanie rzucili się bowiem do ataku, a defensywę Budowlanych próbowali sforsować potężnym młynem. Wynik meczu w 13. min otworzył Jurij Buhało, który wykorzystał rzut karny z okolicy 30 m.
Z każdą kolejną minutą inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze, którzy próbowali zdobyć punkty rzutami karnymi (Tomasz Stępień), drop-golami (Tomasz Grodecki) i poprzez przyłożenie. W pierwszej połowie skutecznie zakończyli jednak tylko jedną akcję. Autorem przyłożenia dającego prowadzenie łodzianom był Kacper Ławski.

W drugiej połowie przewaga gospodarzy była coraz większa, ale nie przeradzała się w kolejne zdobycze punktowe. W odwrotnej sytuacji byli goście, którzy wykorzystali praktycznie pierwszą swoją szansę -rzut karny Buhały dał im ponowne prowadzenie (6:5). Nie zmartwiło to jednak Budowlanych, którzy w dalszym ciągu forsowali obronę rywala. Gdy wydawało się, że odzyskanie prowadzenia jest tylko kwestią czasu, kapitalną kontrę przeprowadzili gdańszczanie, którą przyłożeniem zakończył Mariusz Wilczuk.

Pod koniec meczu groźnej kontuzji doznał Tomasz Rokicki. Uraz był na tyle poważny, że rugbistę gości musiała zabrać do szpitala karetka. Z tego powodu mecz został przerwany na kilka minut. Po wznowieniu gry francuski sędzia poinformował obie drużyny, że do końca gry zostało 15 minut. Kwadrans ten był jednym z najpiękniejszych w historii łódzkiego rugby. I będzie jednym z najczęściej przypominanych.

W 80. min łodzianom udało się wreszcie zdobyć przyłożenie. Po punktach Tomasza Kozakiewicza i podwyższeniu Grodeckiego (zastąpił słabo kopiącego Stępnia) wydawało się, że nic nie jest w stanie odebrać wygranej gospodarzom. Niestety, kilka minut później fatalny błąd popełnił Sławomir Kiełbik. Obrońca łodzian zamiast złapać bezpańską piłkę czekał, aż ta wyleci na aut. Gdy zorientował się, że tak się nie stanie, wokół niego było już kilku gdańszczan, którzy przejęli piłkę i bez najmniejszych problemów przyłożyli ją tuż przy słupach. Nadzieję w serca Budowlanych wlało niecelne podwyższenia Buhały z banalnej wręcz pozycji. Dzięki temu na tablicy wyników było "tylko" 12:16.

Łodzianie mieli jeszcze kilka minut, by zdobyć przyłożenia i odwrócić losy meczu. Zaciekłe ataki przyniosły efekt na minutę przed końcem. Decydujące o zwycięstwie Budowlanych punkty zdobył Grodecki, który najpierw wykończył przyłożeniem piękną akcję całego zespołu, a po chwili podwyższył prowadzenie na 19:16.

Minutę później francuski sędzia zakończył mecz, a wśród gospodarzy zaczęła się wielka zabawa. Kibice skoczyli sobie w ramiona, niektórzy z nich popłakali. Podobnie zresztą było na murawie, gdzie Budowlani wraz z kibicami przez dobrych kilka minut fetowali piąte w historii mistrzostwo. - Super, że zdobyłem zwycięskie punkty, ale ta wygrana należała się nam wszystkim - cieszył się Grodecki. - To nie ja jestem bohaterem, lecz cały zespół. Pokazaliśmy, że wciąż jesteśmy najlepsi w Polsce.

- Oddałem kopy Tomkowi, bo widziałem, że nie jest to mój dzień. Byłem chyba przetrenowany, bo ostatnio bardzo dużo ćwiczyłem kopy - tłumaczył po spotkaniu Stępień. - Na całe szczęście Grodeckiemu poszło o wiele lepiej, dzięki czemu nikt nie będzie myślał o moich pudłach czy o błędzie Sławka Kiełbika. Błędy są zresztą najmniej istotne. Teraz musimy się cieszyć, cieszyć i jeszcze raz cieszyć.

Łodzianie ostatni mecz rozegrają za tydzień. Jeśli wygrają z Arką Gdynia w finale Pucharu Polski jako pierwszy zespół w historii polskiej ligi obronią podwójną koronę.


Budowlani - Lechia 19:16 (5:3)


Punkty: Grodecki 9, Ławski, Kozakiewicz po 5 - Wilczuk 10, Buhało 6

Budowlani: Sachrajda, Królikowski, Siepielski, Zych, Fortuna, Ławski, Michał Mirosz, Gabunia, Pabjańczyk, Grodecki, Kaniowski, Stępień, Żórawski, Kozakiewicz, Kiełbik oraz Szulc, Marek Mirosz, Skwarciak, Rydzyński, Andrzejczak.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź



źródło: You Tube



źródło: You Tube
#1 | jonny61 dnia czerwiec 20 2010 18:01:28
Brawo Łódka!
W przekroju całego sezonu była najlepsza. Lechia bez wzmocnień nie miała by szans nawet z Arką. Ale to jest marketing, kasa i strategia.
Kto miał kasę ten zakontraktował zawodników.Łódź grała cały czas swoim składem, doszedł tylkoSiepielski/ zniszczył dwóch filarów Lechii.
Gdyby nie kontuzje Bobryka i Hebdy , braku Bolka i Gomulaka -to finał by był formalnością .
Lechia i tak była słabsza. W młynie , w ataku.
Jura - czas jego przeminął i chyba bezpowrotnie. Grał w słabszej Posnanii i wygrywał im zawody. Teraz w dużo lepszym zespole jak Lechia i nic nie wnosi. Tylko jakiś szalony desperat może go jeszcze zatrudnić.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?