Oficjalna strona sekcji rugby KS Posnania Poznań
slide01 slide01 slide01 slide01
NABÓR DO
SEKCJI RUGBY
NABÓR
AKTUALNOŚCI !

POSNANIA_RUGBY 7

BLACK ROSES

SARMACI RUGBY

JESTEŚMY TUTAJ

ODWIEDZILI NAS
free counters
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
POSNANIA RUGBY CLUB

KS POSNANIA POZNAŃ

SPONSORZY

WSPÓŁPRACA

PATRONAT MEDIALNY

WSPÓLNIE PRZECIW BIAŁACZCE

Nasza strona
Działamy:
FRANCJA NAJLEPSZA DLA RUGBISTÓW ?
Mateusz Bartoszek to jeden z najbardziej utalentowanych, polskich rugbistów młodego pokolenia. Pochodzący z Bytomia zawodnik od dwóch lat gra we francuskim klubie SC Albi, występującym w ProDe2, bezpośrednim zapleczu najlepszej w Europie ligi zawodowej - Top14. Grający na pozycji rwacza (skrzydłowy młyna) Bartoszek jest przez wielu znawców uważany za wielką nadzieję polskiego rugby, a już dziś stanowi jeden z mocniejszych punktów reprezentacji, która w sobotę spotka się w Gdyni z Belgią, w meczu Pucharu Narodów Europy.



Panie Mateuszu, ile ma Pan lat i w jaki sposób, oraz skąd, trafił Pan do rugby?


- Urodziłem się w Bytomiu w 1990 roku, a więc mam równo 20 lat. I właśnie tam, w Bytomiu, rozpoczęła się moja przygoda z rugby. Pamiętam że było to w 2003 roku, kiedy kolega niespodziewanie zaproponował mi wyjazd na obóz sportowy. Powiedział: - pojedź z nami, pogramy sobie w piłkę do upadłego i będzie fajnie. No więc pojechałem, a dopiero na miejscu okazało się, że chodzi o rugby. Po obozie miałem prawie półroczną przerwę w grze, miałem wtedy 13 lat i właściwie to sam nie wiedziałem jeszcze dokładnie czego chcę. No, a potem powróciłem do GKS Czarni Bytom, z którymi wcześniej byłem na obozie i dopiero od wtedy rozpocząłem regularne treningi.

Czyli to tam rozpoczął Pan swoją profesjonalną przygodę. W którym to było roku?


- W Czarnych trenowałem i grałem przez cztery lata, od 2003 do 2007 roku.

A co było później? Po 2007?

- Cóż, potem w drużynie nastąpił niewielki kryzys. Byliśmy, co prawda, bardzo dobrą, czwartą w Polsce drużyną z rocznika '90, ale nie udało nam się zdobyć żadnego medalu na ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży do lat siedemnastu. W tym momencie stwierdziłem że chciałbym się dalej i mocniej rozwijać, ale jednocześnie wyczuwałem, że muszę wyjechać z Bytomia do innego miasta. I wtedy, częściową za radą mojego trenera, przeniosłem się do klubu KS Posnania i na jakiś czas osiadłem w stolicy Wielkopolski. Miałem wtedy 17 lat. Rada trenera okazała się dobrą, w klubie byłem dobrze traktowany i już wkrótce zdobyliśmy złoty medal mistrzostw Polski juniorów do lat 19.

I jak długo był Pan w Poznaniu?

- Tylko jeden sezon.

A co się stało że w Pańskim życiu nastąpiły kolejne zmiany?

- Od ukończenia 16. roku życia byłem selekcjonowany w różnych reprezentacjach i w różnych kategoriach reprezentacji Polski: początkowo do lat 17, potem do 18 i 19. W pewnym okresie razem z rocznikiem '89 zacząłem jeździć na przygotowania do mistrzostw Europy do lat 18. I właśnie na jednym ze zgrupowań znajomy powiedział mi, że w jego klubie szukają i chętnie by sprowadzili na kontrakt Polaka. Klub nazywał się SC Albi, był we Francji i niczego więcej o nim wtedy nie wiedziałem.

Miał Pan wtedy 18 lat?

- Tak. Po tej pierwszej informacji na mistrzostwach Polski spotkałem i poznałem trenera z Albi, który po obejrzeniu mojej gry zaproponował, abym przyjechał do Francji na testy. A więc pojechałem i spędziłem na tych testach tydzień, po czym oni zaproponowali bym przyjechał do nich na dłużej. I tak, w największym skrócie, wszystko to się zaczęło, a ja od września 2008 roku do dnia dzisiejszego jestem w Albi.

A jakie największe sukcesy sportowe odniósł Pan do tej pory?

- Na pewno można do nich zaliczyć finał mistrzostw Europy grupy B do lat 18 w 2008 roku w Trewiso we Włoszech oraz mistrzostwa Polski juniorów, a także pierwszy mecz z reprezentacją Polski seniorów. To był mecz Polska - Czechy w ramach eliminacji do mistrzostw świata w październiku 2009 roku, dostałem po nim nagrodę zawodnika mvp zawodów. Teraz jestem w Albi trzecioliniowcem w drużynie młodzieżowej, w tzw. “Nadziejach” do lat 23 - to coś takiego jak w Polsce młoda ekstraklasa. Jednocześnie trenuję z pierwszą drużyną klubu i przygotowuję się z nią do sezonu, razem z nią wystąpiłem już w dwóch meczach towarzyskich, więc z pewnością jest to dla mnie także duży sukces.

A jakie są, Pańskim zdaniem, największe różnice w grze rugby w Polsce i we Francji?

- Podstawową jest ta, że tam rozgrywa się zdecydowanie więcej meczów niż w Polsce. Nie ma przerwy zimowej, treningi rozpoczynają się w pierwszy weekend po Sylwestrze, a pierwsza kolejka ligowa rozpoczyna się już 7. stycznia. Poza tym, aby być ciągle w tym samym rytmie i formie, rozgrywamy wiele spotkań towarzyskich. Trzeba też wspomnieć że we Francji jest inna kultura rugby, szczególnie na południu, gdzie przebywam, uważanym za kolebkę tego sportu.

Czy trudno było przystosować się do warunków francuskich? Jak został Pan tam przyjęty i jak wyglądały początki Pańskiego pobytu w obcym kraju?

- Nie ukrywam, że z początku było mi ciężko. Co prawda wspomagał mnie kolega, Polak, starszy ode mnie o rok i także grający w młodzieżowej drużynie Albi, ale i tak napotykałem wiele barier i trudności. Byłem kontuzjowany i ominęło mnie kilka meczów, miałem momenty depresji gdy nachodziły mnie różne dziwaczne myśli że może mi się nie powiedzie, przez sześć godzin każdego dnia musiałem się uczyć języka francuskiego, dokuczała mi samotność i naturalne z początku wyobcowanie, no, ale w końcu jakoś to wszystko przeżyłem.

A czy wcześniej, w Polsce, uczył się Pan francuskiego?

- Trochę w liceum, ale, jeśli mam być szczery, niewiele mi to dało, bo odnoszę wrażenie że w polskich szkołach angielski jest bardziej uprzywilejowany i lepiej nauczany.

Czy może Pan nam jeszcze opowiedzieć coś o Pańskich początkach czy ewentualnych trudnościach wynikających z różnic kulturowych?

- Mentalność Francuzów jest zupełnie inna niż polska. Oni są wyluzowani, pogodni, do wielu rzeczy podchodzą z dystansem i humorem, na pewno są bardziej otwarci. W drużynie są zresztą nie tylko sami Francuzi, to prawdziwa mieszanka ras i kultur. Są zawodnicy z Fidżi, są z Nowej Zelandii, jesteśmy my, Polacy. Od początku zostaliśmy przyjęci bardzo życzliwie, bez uprzedzeń że "z Europy Wschodniej", tu nie liczy się skąd jesteś, tylko co potrafisz, a to musisz sobie wypracować sam. Polacy mają zresztą tę dobrą opinię w jakiś sposób już ugruntowaną i zawdzięczają ją dwóm polskim zawodnikom którzy w latach 80. i 90. grali w Albi przez 10 sezonów! Byli bardzo cenieni nie tylko w klubie, znała ich i szanowała cała Francja!

Przepraszam, że zadam Panu teraz niedyskretne pytanie. Czy różnice w zarobkach zawodników rugby grających w Polsce i we Francji są duże?

- To zależy. Na pewno z kontraktu można spokojnie wyżyć, choć wielu zawodników, chcąc więcej, dorabia sobie po treningach. Bywają też, jak zresztą wszędzie, duże różnice: niektórzy mają ogromne kontrakty i nie wiedzą co robić z pieniędzmi, choć, oczywiście, nie są to tak wielkie kontrakty jak w piłce nożnej.

Panie Mateuszu, jest pan pionierem, który uchyla drzwi innym zawodnikom, chcącym grać we Francji. Jest was tam teraz, jak pan przed chwilą powiedział, dwóch. Jak się Pan czuje jako pionier, jako osoba która wskazuje kierunek tym początkującym? Co by Pan doradził młodym talentom?

- Całym sercem jestem otwarty na pomoc innym. Już kilka osób pytało mnie czy mógłbym im pomóc, jakie kluby są dobre lub czy mogą przyjechać na testy. Wszystkim odpowiadam że tak, że pomogę, ale to oni sami muszą najpierw zdobyć się na odwagę i zainwestować, a na początek muszą sami kupić sobie bilety lotnicze. Kiedyś i ja tak zrobiłem, mama dała mi pieniądze na prawo jazdy, a ja bez jej wiedzy zainwestowałem je w siebie i poleciałem na testy do Francji.

I co, zrobił Pan w końcu to prawo jazdy?

- Ależ skąd! We Francji to kosztuje 1000 euro, a w Polsce 1000 złotych. Różnica spora, więc jeszcze poczekam!

A więc można powiedzieć, że Pański ówczesny wybór był strzałem w dziesiątkę i że dojechał Pan do celu bez prawa jazdy! A co dzieje się z tymi osobami które chciały Pańskiej pomocy? Przyjechały?

- Zdziwi się Pani - Nic nie zrobiły i wszystko skończyło się na pytaniach. Może boją się zmian, tego że będą jakiś czas bez przyjaciół i znajomych, lękają się nauki i trudnych początków? Dla mnie jest oczywiste że jak się jedzie grać za granicę to trzeba się wyrzec pewnych rzeczy, to przecież tak, jakby jechać do pracy i człowiek musi podporządkować się pewnym rygorom. Nie ma odwołania od tego że trenuje się dwa razy dziennie i że ciągłym elementem pobytu jest nauka. Ja się przecież też jeszcze cały czas uczę! Teraz jestem w akademii rugby, jesteśmy wszyscy przygotowywani do tego, aby w przyszłości zostać zawodnikami profesjonalnymi, a nasza przyszłość będzie zależała przecież od kontraktów. Szkoła jest dla mnie bardzo ważna. Tu, we Francji, władze klubu kładą ogromny nacisk na naukę, i jeśli ktoś ma problemy w szkole, to nie ma prawa nawet przyjść na trening. Najpierw szkoła, a dopiero potem reszta, taka jest reguła.

A co Pan sądzi na temat pomagania i zarządzania karierą młodych talentów? Załóżmy, że w którymś z polskich klubów gra w rugby młody talent, który chciałby w przyszłości, tak jak Pan, rozwinąć skrzydła za granicą. Co by Pan mu doradził?

- Na początek, by wybrał Francję jako docelowe miejsce pobytu. Mógłby też, co prawda, wybrać Wyspy Brytyjskie, ale Francja z wielu względów jest, moim zdaniem, dla rugbystów najlepsza. Ale zanim to nastąpi, pamiętając moje trudne początki doradzałbym młodym zawodnikom by znalazł sobie przede wszystkim kogoś, kto bezpiecznie przeprowadzi go przez wszystkie czyhające po drodze pułapki, kto znajdzie mu klub i wynegocjuje kontrakt, czyli profesjonalnego menedżera sportowego, który ustrzeże go od nieuchronnych (jeśli się nie ma opiekuna) wpadek i pomyłek, pomagającego w pokonywaniu kolejnych szczebli jego kariery jako zawodnika i wskazującego kolejne możliwości tej kariery. Moje doświadczenie w sprawach poza sportowych jest bardzo małe i dlatego postanowiłem skorzystać z usług agencji marketingu sportowego Team4 z Krakowa, która ma w tym zakresie duże doświadczenie.

A jakie są Pańskie plany na przyszłość? Czy na trwale związane z Francją?

- Na razie na pewno chciałbym pozostać we Francji, ale ponieważ nigdy nie wiadomo jak się potoczą losy, więc może kiedyś będę grać na Wyspach, kto wie? Wszystko przede mną, a zależeć to "wszystko" będzie i od właściwego zarządzania karierą i od zwykłego szczęścia. Czy mam swój wymarzony klub? Tak, jest jeden, o którym od czasu do czasu myślę bardzo ciepło. To Newcastle Falcons w Anglii, to w nim występowała wielka gwiazda angielskiego rugby, Johnny Wilkinson. No, ale zobaczymy jak się wszystko potoczy, na razie "wsiąkłem" w kulturę francuską, i jest mi z tym dobrze, a rugby angielskie jest jednak troszeczkę inne i zostawiam ten problem na ewentualną przyszłość.

źródło: Polska Rugby
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?